Poezja Oknem ,Muzyka Lekiem

Poezja to czarodziejska sztuka. Muzyka i Poezja to prawdziwa sztuka piękna.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!



Akacje
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria



Z gęstwy białych akacji,

jakby z dusznej stacji,

wagony otumanień

w różne jadą strony.

W górze szarzeje księżyc -

wisi, zasuszony,

jak mucha, rozhuśtana

w sieciach grawitacji.
Tagi: :)
06.07.2011 o godz. 19:09


*** (Gdy pochylisz nade mną twe usta pocałunkami nabrzmiałe)
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria



Gdy pochylisz nade mną twe usta pocałunkami nabrzmiałe,

usta moje ulecą jak dwa skrzydełka ze strachu białe,

krew moja się zerwie, aby uciekać daleko, daleko

i o twarz mi uderzy płonąca czerwona rzeka.

Oczy moje, które pod wzrokiem twym słodkim się niebią,

oczy moje umrą, a powieki je cicho pogrzebią.

Pierś moja w objęciu twej ręki stopi się jakby śnieg,

i cała zniknę jak obłok, na którym za mocny wicher legł.-
Tagi: :)
06.07.2011 o godz. 19:09

*** (Ach, to nie było warte)
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria



Ach, to nie było warte

by sny tym karmić uparte



by stawiać duszę na kartę

ach to nie było warte.



Ach, to nie było warte

by nosić łzy nie otarte



i by mieć serce wydarte

to wcale nie było warte...
Tagi: :)
06.07.2011 o godz. 19:08

TREN VIII



Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,

Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!

Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:

Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.

Tyś za wszytki mówiła, za wszytki śpiewała,

Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.

Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować

Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,

To tego, to owego wdzięcznie obłapiając

I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.

Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,

Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.

Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,

A serce swej pociechy darmo upatruje.
05.07.2011 o godz. 18:58

TREN III



Wzgardziłaś mną, dziedziczko moja ucieszona!

Zdałać się ojca twego barziej uszczuplona

Ojczyzna, niżlibyś ty przestać na niej miała.

To prawda, żeby była nigdy nie zrównała

Z ranym rozumem twoim, z pięknymi przymioty,

Z których się już znaczyły twoje przyszłe cnoty.

O słowa! o zabawo! o wdzięczne ukłony!

Jakożem ja dziś po was wielce zasmucony!

A ty, pociecho moja, już mi się nie wrócisz

Na wieki ani mojej tesknice okrócisz!

Nie lza, nie lza, jedno się za tobą gotować

A stopeczkami twymi ciebie naszladować.

Tam cię ujźrzę, da Pan Bóg, a ty więc drogimi

Rzuć się ojcu do szyje ręczynkami swymi!
05.07.2011 o godz. 18:58

TREN I

Wszytki płacze, wszytki łzy Heraklitowe

I lamenty, i skargi Symonidowe,

Wszytki troski na świecie, wszytki wzdychania

I żale, i frasunki, i rąk łamania,

Wszytki a wszytki za raz w dom się mój noście,

A mnie płakać mej wdzięcznej dziewki pomożcie,

Z którą mię niepobożna śmierć rozdzieliła

I wszytkich moich pociech nagle zbawiła.

Tak więc smok, upatrzywszy gniazdko kryjome,

Słowiczki liche zbiera, a swe łakome

Gardło pasie; tymczasem matka szczebiece

Uboga, a na zbójcę coraz się miece,

Prózno ! bo i na sarnę okrutnik zmierza,

A ta nieboga ledwe umyka pierza.

"Prózno płakać" - podobno drudzy rzeczecie.

Cóż, prze Bóg żywy, nie jest prózno na świecie?

Wszytko prózno! Macamy, gdzie miękcej w rzeczy,

A ono wszędy ciśnie! Błąd - wiek człowieczy!

Nie wiem, co lżej : czy w smutku jawnie żałować,

Czyli się z przyrodzeniem gwałtem mocować?
05.07.2011 o godz. 18:57

Koncept a ewangelia

Autor: Norwid

(Fraszka Karolowi Balińskiemu przypisana)

… To słowo w bezmowie,
Choć z niego przy-słowie.”
C. K. N.
Pojechał do Berlina panicz na naukę,
Gdzie uczą z grubych książek produkować sztukę,
I siedział w domu, postęp jaźnio-jaźniąc z wiekiem,
A miał człowieka z sobą (kmieć zowie się człekiem).

Aż raz, bywało, książka ginie w książek tłumie:
- “Jędrzeju! – panicz – szkoda, że aść nie rozumie,
Jaka jest mądrość, której szukam tu na stole,
Jest to filozofia-dziejów, tom szarawy,
Pierwsza rzecz, którą-m kupił, jadąc tu z Warszawy,
Niewielka, brudno-żółta, tak jak ucho wole.”

Tu Jędrzej, postaciowym sposobem schwycony
(Bo o tym uczą w ludu myśl Promethidiony),
Jak weźmie szukać, wszystko oglądając wkoło,
Pod stołem i na stole, i w szparach fotelu,
Jak krzyknie wreszcie, ręką zacierając czoło!
“Cóż jest? cóż to się stało tobie, przyjacielu?”
“Co stało się? – podchwyci Jędrzej w głośnym śmiechu -
A toż w śmiertelnym chyba że jesteśmy grzechu.
Bo panicz ma pod pachą tę filozofię…”

Więc panicz: “- Prawda, ludu myśl koncepty żyje,
Trywialna – jakby progres grzech miał za granicę,
A brednie ludu, wiecznej prawdy błyskawice,
Jakby się miały tułać w rozwianym systemie
Po brudnych chatach!…”; potem, pomuskując ciemię,
Poszepnął: “Wprawdzie Goet[h]e i Mickiewicz Adam
Wiele im winni – wszakże – na bok to odkładam.”
I zasiadł – a z swej strony Jędrzej zatarł dłonie
I zszedł na dół popatrzyć, jak kulbaczą konie.
Tagi: Norwid
04.07.2011 o godz. 16:48

Jesień

Autor: Norwid

O – ciernie deptać znośniej i z ochotą
Na dzid iść kły
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto
A z westchnień mgły…

Tęczami pierwej niechże w niebo spłyną
Po złotszy świt -
Niech chorągwiami wrócą – a z nowiną
Na cało-kwit.

Bo ciernie deptać słodziej – i z ochotą
Na dzid iść kły
Niż błoto deptać, ile z łez to błoto
A z westchnień mgły…
Tagi: Norwid
04.07.2011 o godz. 16:47

Ciemność

Autor: Norwid

I
Ty skarżysz się na ciemność mojej mowy;
- Czy też świécę zapalałeś sam?
Czy sługa ci zawsze niósł pokojowy
Światłość?… patrz – że ja cię lepiej znam.

II
Knot, gdy obejmiesz iskrą, wkoło płonie,
Grzeje wosk, a ten kulą wstawa
I w biegunie jej nagle płomień tonie;
Światłość jego jest mdła – bladawa -

III
Już – już mniemasz, że zgaśnie, skoro z dołu
Ciecz rozgrzana światło pochłonie -
Wiary trzeba – nie dość skry i popiołu…
Wiarę dałeś?… patrz – patrz, jak płonie!…

IV
Podobnie są i słowa me, o! człeku,
A ty im skąpisz chwili marnéj,
Nim – rozgrzawszy pierwej zimnotę wieku -
Płomień w niebo rzucą… ofiarny.
Tagi: Norwid
04.07.2011 o godz. 16:47

Do mego brata Ludwika

Autor: Norwid

Na pismo moje – garść obcego piasku,
Na północ wiele, wiele rzucam myśli…
Żeby ci posłać cały świat w obrazku
I uogólnić, co się dniowo kréśli:
To z ziemi, którą ujuczyłem głoski,
Z onego pisma mało-większej wagi
I z onych myśli, co, jak atom Boski,
Zdają się ciemne żegnać sarkofagi -
Przez ludzki nałóg glob utoczę drobny
I puszczę na świat – niechby wrzał, osobny.

Atomów władcy, marzeń wodze nikłych,
Z dzielnicy naszej cieszmy się i rządźmy;
Nadzwyczajnego wiele jest u zwykłych,
Popatrzmy w niebo, tam górnymi bądźmy,
A ręce w zwyczaj ujarzmiwszy – prządźmy…

Na wielką ucztę do górnego sklepu,
Mało jest, kto by wszedł jak Elias prorok;
Płomiennej osi nie z onego szczepu,
Co wiosna rodzi, zima trzebi co rok,
Lecz z tego krzesać, rosnącego w jasność,
Co Panu winien, że nie może zgasnąć.

Bo nie zginęło żadne utęsknienie,
I żadna boleść nie przewiała marnie,
I żaden uśmiech błahy nieskończenie -
Jest taki anioł, co skrzydłami garnie
I śmiech, i boleść, i to niedotkliwe
Człowieka chaos bierze w dłoń jak żywe.

A droga taka jest na wieżę życia,
Że wiele szczeblów idzie coraz wiotszych,
Jaśniejszych coraz, przeźroczystszych, złotszych,
Jak różne sny są, różne serca bicia:
A który szczebel dłonią witasz chciwie
I obłokowe widzisz w nim widziadło -
Nogami zdepczesz, stojąc na łuczywie,
Bo już ci skrzepło, w rzecz się ścięło – zbladło.

To rzeczy dola – wielem widział rzeczy…
Młodości dola… sny kochałem ciemne;
Z tych jedne były mdłe i nic do rzeczy,
Jak kwiaty drugie, lekkie i nadziemne,
O trzon łodygi wyższe kału. Z mleczy,
Co po urwaniu perłą wzeszły białą,
Mniemałem słodycz wyssać – jakże mało!

A jam się otruł… wiesz, że byłem struty?
(Wspomnienie równą ma trucizny siłę.)
Co teraz powiem, będzie złe i zgniłe,
I szkieletowe jako ptak zepsuty,
Co z nieba zleciał wietrznym zwiany słupem
I we mrowisku się przewala – trupem.

*
Z miłości szydzić, mszcząc się na uczuciu,
Albo teorii kilka zimnych złożyć,
Jak kilka głazów na bożnicę Psuciu,
I młode serce ziębić lub ubożyć -
To jeszcze kochać, jeszcze być zalotnym!
A czemu nie chciał Boski ogień służyć,
Starać się iskrą lub płomykiem błotnym
W niewiadomości ciemnych dróg przedłużyć…

Lecz być wesołym, ile ludziom wolno,
I tyle smutnym, ile ludzie muszą;
I widzieć jasno, jak tę różę polną
Dla kilku kłosów nieobacznie kruszą,
I jeszcze mniemać, wierzyć, że tak muszą…

(Do świata, który-ć obiecałem stworzyć,
Był piasek listu, myśl i przestrzeń drogi,
Lecz mógłżem sądzić, że łzę trzeba włożyć
Dla prawdziwości bytu czy przestrogi?)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Mówiono do mnie: “Szczęście na tym świecie
Wtedy jest tylko, gdy nieszczęścia nié ma.”
Odpowiedziałem: “Czymże słońce w lecie,
Co otwartymi patrzy w świat oczyma?
Czy to jest doba, kiedy cieniu nié ma?”

Mówiono do mnie, acz innymi słowy:
Że z zapomnienia byt powstaje nowy.
O słodki bycie! – w szczęścia niepamięci,
Kiedy się tobie przypatruję bliżej,
Ty – bez uczucia, wolny trosk i chęci -
Zdajesz się wszego człowieczeństwa wyżej;

Jeżeli jesteś – jeżli czuwasz?… bycie!
Co ani zbawić, ani umiesz zdradzić,
Dlaczegoś stanął na doświadczeń szczycie,
By nie umierać z nami – ale radzić.
Przeklęte rady!…

Jeszcze, jeszcze – może
I na tej ziemi, choć jest kału stekiem,
Znajdzie się kilka rzeczy wielkich: morze
I to, co mędrcy nazywają – wiekiem,
I pączek róży, wreszcie grób, a przed nim
Wszystko, co śmiesznym zowią i powszednim,
I to, co wielkie nosi imię, wszystko!
I cała ziemia wielką jest artystką.

Artyzmu ziemi byłem zwolennikiem,
Na wielkie morze i dziś patrzeć lubię,
Na pączek róży także – lubo z nikim -
I w doczesności się pijanej gubię,
Nie śmiejąc wiekiem nazwać – i osądzić,
Że taki ogrom czasu można – błądzić.

A w grobie moim widzę podobieństwo…
Bo jakże mało będzie ze mnie: popiół,
Ni to radości godła, ni męczeństwo,
Ni tego słowa nad grobowcem: dopiął!
Ni róży polnej – nic, krom jednej z wiela
Tajemnic Pańskich: znaku Zbawiciela.

Ludwiku! Tobie zwykłem był spowiadać
Niedokończonych mar ogromne dzieje!
Widziałeś skrzydła – przyszło mi upadać,
Lecz jeszcze upaść nie jest czas – i dnieje -
I widzę obłok z runem bardzo białym,
Jeżeli ten jest – Bracie! – będę stałym.

Jak mało rzeczy pewnych jest na ziemi,
Na każdą słodycz można rzucić prochy,
Na boleść – trudniej, lecz się złączy z niemi.
Obiedwie córy z jednejże macochy,
I obie ku nam lecą z uściśnieniem,
Jak pokrewieństwo – czym? – niezrozumieniem.

A jednak ziemi kląć nie będę wcześnie,
Stanę się dla niej, czym się dla mnie stała;
Nie jestem duchem, więc się czasem weśnię,
I kilka moich dni odrobię z ciała,
Z umiejętności tak kosztownej – trudu,
Co ludziom wschodzi, kwitnie mimo ludu.

Że w rzeczach, które człowiek przedsiębierze,
Jest pewna cząstka, pewny cień własności,
To moją będzie – myśl o zgasłym wierzę;
Bo odwyknąłem w szczęście mieć ufności,
Bo z wiarą w jesień, tym północy godłem,
Na każdy listek patrzę…
…bo się zwiodłem!

Co tobie powiem i co właśnie piszę,
Co ukleconym zowię sfer obrotem,
To jeszcze starczy na czas, nim usłyszę
Anioła wielkim mówiącego grzmotem.
- I dnie opuszczać będę, jak klawisze,
Kiedy je smutny dotknął z nawyknienia,
A nie śmie ciszy zbudzić – i – cierpienia.
Tagi: Norwid
04.07.2011 o godz. 16:46

Ty - strzałą śmierci, ja - strzałą miłości,

Ty krwie. ja w sobie nie mam rumianości.

Ty jawne świece, ja mam płomień skryty.



Tyś na twarz suknem żałobnym nakryty,

Jam zawarł zmysły w okropnej ciemności,

Ty masz związane ręce. ja wolności

Zbywszy mam rozum łańcuchem powity.



Ty jednak milczysz, a mój język kwili,

Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,

Tyś jak lód. a jam w piekielnej śreżodze.



Ty się rozsypiesz prochem w małej chwili,

Ja się nie mogę, stawszy się żywiołem

Wiecznym mych ogniów, rozsypać popiołem.

Tagi: Morsztyn
04.07.2011 o godz. 16:45

Adam Mickiewicz PIERWIOSNEK



Z niebieskich najrańszą piosnek

Ledwie zadzwonił skowronek,

Najrańszy kwiatek pierwiosnek

Błysnął ze złotych obsłonek.



Ja

Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,

Jeszcze północ mrozem dmucha,

Z gór białe nie zeszły pleśnie,

Dąbrowa jeszcze nie sucha.



Przymruż złociste światełka,

Ukryj się pod matki rąbek,

Nim cię zgubi śronu ząbek

Lub chłodnej rosy perełka.



Kwiatek

Dni nasze jak dni motylka,

Życiem wschód, śmiercią południe;

Lepsza w kwietniu jedna chwilka

Niż w jesieni całe grudnie.



Czy dla bogów szukasz datku,

Czy dla druha lub kochanki,

Upleć wianek z mego kwiatku,

Wianek to będzie nad wianki.



Ja

W podlej trawce, w dzikim lasku

Urosleś, o kwiatku luby!

Mało wzrostu, mało blasku,

Cóż ci daje tyle chluby?



Ni to kolory jutrzenki,

Ni zawoje tulipana,

Ni lilijowe sukienki,

Ni róży pierś malowana.



Uplatam ciebie do wianka;

Lecz skądże ufności tyle!

Przyjaciele i kochanka

Czy cię powitają mile?



Kwiatek

Powitają przyjaciele

Mnie, wiosny młodej aniołka;

Przyjaźń ma blasku niewiele

I cień lubi jak me ziołka.



Czym kochanki godzien rączek,

Powiedz, niebieska Marylko!

Za pierwszy młodości pączek

Zyskam pierwszą... ach! łzę tylko.
04.07.2011 o godz. 16:44

[Hej, radością oczy błysną...]



Hej, radością oczy błysną

I wieniec czoła okrasi.

I wszyscy się mile ścisną:

To wszyscy bracia! To nasi!



Pochlebstwo. chytrość i zbytek

Niech każdy przed progiem miota,

Bo tu wieczny ma przybytek

Ojczyzna, nauka, cnota.



Braterstwa ogniwem spięci,

Zdejmijmy z serca zasłonę,

Otwórzmy czucia i chęci.

Święte, co tu objawione!



Tu wspólne koją cierpienia:

Przyjaźń, wesołość i pienia.



Ale kto w naszym jest gronie,

Śród pracy czy śród zabawy,

Czy przy pługu, czy w koronie,

Niechaj pomni na Ustawy!



Pomni na przysięgę swoją

I w każdej chwili żywota

Niechaj mu na myśli stoją:

Ojczyzna, nauka, cnota.



Dojdziemy, choć przykrą drogą,

Gdy brat bratu rękę poda,

Bo nam i nieba pomogą,

I męstwo, praca i zgoda!
Tagi: ...
02.07.2011 o godz. 21:21

PIEŚŃ FILARETÓW



Hej, użyjmy żywota!

Wszak żyjem tylko raz;

Niechaj ta czara złota

Nie próżno wabi nas.



Hejże do niej wesoło!

Niechaj obiega w koło,

Chwytaj i do dna chyl

Zwiastunkę słodkich chwil!



Po co tu obce mowy,

Polski pijemy miód;

Lepszy śpiew narodowy

I lepszy bratni ród.



W ksiąg greckich, rzymskich steki

Wlazłeś, nie żebyś gnił;

Byś bawił się jak Greki,

A jak Rzymianin bił.



Ot tam siedzą prawnicy,

I dla nich puchar staw,

Dzisiaj trzeba prawicy,

A jutro trzeba praw.



Wymowa wznieść nie zdoła

Dziś na wolności szczyt;

Gdzie przyjaźń, miłość woła,

Tam, bracia, cyt! tam cyt!



Kto metal kwasi, pali,

Skwasi metal i czas;

My ze złotych metali

Bacha ciągnijmy kwas.



Ten się śród mędrców liczy,

Zna chemiją, ma gust,

Kto pierwiastek słodyczy

Z lubych wyciągnął ust.



Mierzący świata drogi,

Gwiazdy i nieba strop,

Archimed był ubogi,

Nie miał gdzie oprzeć stop.



Dziś gdy chce ruszać światy

Jego Newtońska Mość,

Niechaj policzy braty

I niechaj powie: dość.



Cyrkla, wagi i miary

Do martwych użyj brył;

Mierz siłę na zamiary,

Nie zamiar podług sił.



Bo gdzie się serca palą,

Cyrklem uniesień duch,

Dobro powszechne skalą,

Jedność większa od dwóch.



Hej, użyjmy żywota!

Wszak żyjem tylko raz;

Tu stoi czara złota,

A wnet przeminie czas.



Krew stygnie, włos się bieli,

W wieczności wpadniem toń;

To oko zamknie Feli,

To Filarecka dłoń.
Tagi: ...
02.07.2011 o godz. 21:21


PRZYJACIELE
Mickiewicz Adam



Nie masz teraz prawdziwej przyjaźni na świecie;

Ostatni znam jej przykład w oszmiańskim powiecie.

Tam żył Mieszek, kum Leszka, i kum Mieszka Leszek.

Z tych, co to: gdzie ty, tam ja, - co moje, to twoje.

Mówiono o nich. że gdy znaleźli orzeszek,

Ziarnko dzielili na dwoje;

Słowem, tacy przyjaciele,

Jakich i wtenczas liczono niewiele.

Rzekłbyś; dwójduch w jednym ciele.



O tej swojej przyjazni raz w cieniu dąbrowy

Kiedy gadali, łącząc swojo czułe mowy

Do kukań zozul i krakań gawronich,

Alić ryknęło raptem coś koło nich.

Leszek na dąb; nuż po pniu skakać jak dzięciołek.

Mieszek tej sztuki nie umie,

Tylko wyciąga z dołu ręce: "Kumie!"

Kum już wylazł na wierzchołek.



Ledwie Mieszkowi był czas zmrużyć oczy,

Zbladnąć, paść na twarz: a już niedźwiedź kroczy.

Trafia na ciało, maca: jak trup leży;

Wącha: a z tego zapachu,

Który mógł być skutkiem strachu.

Wnosi, że to nieboszczyk i że już nieświeży.

Więc mruknąwszy ze wzgardą odwraca się w knieję,

Bo niedźwiedź Litwin miąs nieświeżych nie je.



Dopieroż Mieszek odżył... "Było z tobą krucho! -

Woła kum, - szczęście, Mieszku, że cię nie zadrapał!

Ale co on tak długo tam nad tobą sapał.

Jak gdyby coś miał powiadać na ucho?"

"Powiedział mi - rzekł Mieszek - przysłowie niedźwiedzie:

Że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie".
Tagi: ...
02.07.2011 o godz. 21:21



Do samotności
Mickiewicz Adam



Samotności! do ciebie biegnę jak do wody

Z codziennych życia upałów;

Z jakąż rozkoszą padam w jasne, czyste chłody

Twych niezgłębionych kryształów.



Nurzam się i wybijam w myślach nad myślami,

Igram z nimi jak z falami;

Aż ostygły, znużony, złożę moje zwłoki-

Choć na chwilę-w sen głęboki.



Tyś mój żywioł: ach, za cóż te jasnych wód szyby

Studzą mi serce, zmysły zaciemniają mrokiem,

I za cóz znowu muszę, na kształt ptaka-ryby,

Wyrywać się w powietrze słońca szukać okiem?



I bez oddechu w górze, bez ciepła na dole,

Równie jestem wygnańcem w oboim żywiole.
30.06.2011 o godz. 12:53



Do Laury
Mickiewicz Adam



Ledwiem ciebie zobaczył, jużem się zapłonił,

W nieznanym oku dawnej znajomości pytał;

I z twych jagód wzajemny rumieniec wykwitał

Jak z róży, której piersi zaranek odsłonił.



Ledwieś piosnkę zaczęła, jużem łzy uronił,

"Twój głos wnikał do serca i za duszę chwytał;

Zdało się, że ją anioł po imieniu witał

I w zegar niebios chwilę zbawienia zadzwonił.



O luba! niech twe oczy przyznać się nie boją,

Jeśli cię mym spójrzeniem jeśli głosem wzruszę;

Nie dbam, że los i ludzie przeciwko nam stoją,



Że uciekać i kochać bez nadziei muszę.

Niech ślub ziemski innego darzy ręką twoją,

Tylko wyznaj, że Bóg mi. poślubił twą duszę.
30.06.2011 o godz. 12:52

Ballady i romanse - Pani Twardowska
Mickiewicz Adam



Jedzą, piją, lulki palą,

Tańce, hulanka, swawola;

Ledwie karczmy nie rozwalą,

Cha cha, chi chi, hejza, hola!



Twardowski siadł w końcu stoła.

Podparł się w boki jak basza;

"Hulaj dusza! hulaj!" - woła,

Śmieszy, tumani, przestrasza.



Żołnierzowi, co grał zucha,

Wszystkich łaje i potrąca,

Świsnął szablą koło ucha,

Już z żołnierza masz zająca.



Na patrona z trybunału,

Co milczkiem wypróżniał rondel,

Zadzwonił kieską pomału,

Z patrona robi się kondel.



Szewcu w nos wyciął trzy szczutki,

Do łba przymknął trzy rureczki,

Cmoknął, cmok, i gdańskiej wódki

Wytoczył ze łba pół beczki.



Wtem gdy wódkę pił z kielicha.

Kielich zaświstał, zazgrzytał;

Patrzy na dno: Co u licha?

Po coś tu, kumie, zawitał?



Diablik to był w wódce na dnie,

Istny Niemiec, sztuczka kusa;

Skłonił się gościom układnie,

Zdjął kapelusz i dał susa.



Z kielicha aż na podłogę

Pada, rośnie na dwa łokcie,

Nos jak haczyk, kurzą nogę

I krogulcze ma paznokcie.



"A! Twardowski; witam, bracie!"

To mówiąc bieży obcesem:

"Cóż to, czyliż mię nie znacie?

Jestem Mefistofelesem.



Wszak ze mnąś na Łysej Górze

Robił o duszę zapisy;

Cyrograf na byczeJ skórze

Podpisaleś ty, i bisy



Miały słuchać twego rymu;

Ty, jak dwa lata przebiegą,

Miałeś pojechać do Rzymu,

By cię tam porwać jak swego.



Już i siedem lat uciekło,

Cyrograf nadal nie służy;

Ty, czarami dręcząc piekło,

Ani myślisz o podróży.



Ale zemsta, choć leniwa,

Nagnała cię w nasze sieci;

Ta karczma Rzym się nazywa,

Kładę areszt na waszeci."



Twardowski ku drzwióm się kwapił

Na takie dictum acerbum,

Diabeł za kuntusz ułapił:

"A gdzie jest nobile verbum?"



Co tu począć? kusa rada,

Przyjdzie już nałożyć głową.

Twardowski na koncept wpada

I zadaje trudność nową.



"Patrz w kontrakt, Mefistofilu,

Tam warunki takie stoją:

Po latach tylu a tylu,

Gdy przyjdziesz brać duszę moją,



Będę miał prawo trzy razy

Zaprząc ciebie do roboty?

A ty najtwardsze rozkazy

Musisz spełnić co do joty.



Patrz, oto jest karczmy godło,

Koń malowany na płótnie;

Ja chcę mu wskoczyć na siodło,

A koń niech z kopyta utnie.



Skręć mi przy tym biczyk z piasku,

Żebym miał czym konia chłostać,

I wymuruj gmach w tym lasku,

Bym miał gdzie na popas zostać.



Gmach będzie z ziarnek orzecha,

Wysoki pod szczyt Krępaku,

Z bród żydowskich ma być strzecha,

Pobita nasieniem z maku.



Patrz, oto na miarę ćwieczek,

Cal gruby. długi trzy cale,

W każde z makowych ziareczek

Wbij mi takie. trzy bratnale".



Mefistofil duchem skoczy,

Konia czyści, karmi, poi,

Potem bicz z piasku utoczy

I już w gotowości stoi.



Twardowski dosiadł biegusa,

Próbuje podskoków, zwrotów,

Stępa, galopuje, kłusa,

Patrzy, aż i gmach już gotów.



No! wygrałeś, panie bisie;

Lecz druga rzecz nic skończona,

Trzeba skąpać się w tej misie,

A to jest woda święcona.



Diabeł kurczy się i krztusi,

Aż zimny pot na nim bije;

Lecz pan każe, sługa musi,

Skąpał się biedak po szyję.



Wyleciał potem jak z procy,

Otrząsł się, dbrum! parsknął raźnie.

"Teraz jużeś w naszej mocy,

Najgorętsząm odbył łaźnię."



"Jeszcze jedno, będzie kwita,

Zaraz pęknie moc czartowska;

Patrzaj, oto jest kobieta,

Moja żoneczka Twardowska.



Ja na rok u Belzebuba

Przyjmę za ciebie mieszkanie,

Niech przez ten rok moja luba

Z tobą jak z mężem zostanie.



Przysiąż jej miłość, szacunek

I posłuszeństwo bez granic;

Złamiesz choć jeden warunek.

Już cała ugoda za nic."



Diabeł do niego pół ucha,

Pół oka zwrócił do samki,

Niby patrzy, niby słucha,

Tymczasem już blisko klamki.



Gdy mu Twardowski dokucza,

Od drzwi, od okien odpycha,

Czmychnąwszy dziurką od klucza,

Dotąd jak czmycha, tak czmycha.
30.06.2011 o godz. 12:52

Wiersze mojej kumpeli

*Zmierzch

Zmierzch to książka połączona
ze światem ludzkim i światem wampirów.
Dziewczyna, która pokochała chłopaka,
okazał się wampirem.
Gdy ona człowiek, a on wampir,
cóż pozostało, jak ino się bać.
Lecz gdy będąc z nim nie wiedziała,
co ją jeszcze czeka.


*Kraków

Kraków, miasto nasze kochane,
zabytków wiele, miejsc wspaniałych.
Lecz Kraków to miejsce piękniejsze z piękniejszych.
Kraków to miasto, które każdy kocha.
Kraków to miejsce cudowne z cudowniejszych jakie może być.
Kraków cóż to za miejsce czarujące i magiczne.
Kraków...


*Ziemia

Ziemia planetą naszą nie od dziś jest,
miliony ludzi ją zamieszkuje, bo planetą jest,
Ziemia ogromną kulą jest i każdy o tym wie.
Bez niej świata by nie było, bo planeta Ziemia
naszym życiem jest...
29.06.2011 o godz. 17:35

:)

Tagi: :)
28.06.2011 o godz. 22:26